O autorze
Z wykształcenia logistyk, z pasji dziennikarz, fotograf i muzyk. Pasjonat, kolekcjoner płyt, a przede wszystkim wnikliwy obserwator otaczającej go rzeczywistości. Twórca eksperymentalnych projektów muzycznych. Publikuje w magazynie muzycznym M/I, a także w kwartalniku literacko-kulturalnym Elewator. Zajmuje się fotografią koncertową. Pisze z potrzeby analizy i komentowania bieżących wydarzeń o charakterze społecznym i politycznym. Uzależniony od kawy i kina grozy.

Facebook

Radykalizm na własne życzenie – skręt w prawo a potem w prawo?

Fot. commons.wikiedia.org
Obserwując w Internecie i wszelkich mediach społecznościowych, reakcję wielu osób na wynik ostatnich wyborów parlamentarnych w naszym kraju, odnoszę wrażenie, że jestem w przerażającej mniejszości, która tak naprawdę zdaje sobie sprawę z tego co zaszło. Z tego, że mamy do czynienia z bardzo gruntownymi zmianami społecznymi, od lat narastającymi w tempie bardziej rewolucyjnym niż ewolucyjnym.

Obrazkowe żarty, memy i wszechobecny „hejt” w Internecie to dobra zabawa, ale i nieświadomie rozpylana zasłona dymna, odciągająca uwagę od sedna problemu. Fakty są takie, że radykałowie zwyciężyli praktycznie we wszystkich grupach społecznych i wiekowych. Zdominowali regiony, w których przegrywali od zawsze, zyskali przewagę także wśród wyborców najlepiej wykształconych. Tak poważne zmiany nie zachodzą ot tak, czy w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności.



Mamy do czynienia z pewnym przewartościowaniem i umocnieniem się ideologii skrajnie prawicowych. Ruchy nacjonalistyczne czują się coraz pewniej i śmielej manifestują swoje żądania. Dlaczego tak się dzieje? Bo teraz wreszcie poczuli, że stają się częścią władzy, tej która już ma parlamentarną większość i prezydenta, a za chwilę sięgnie także po prokuraturę i sądownictwo.

Zwycięstwo PIS, czyli partii o skrajnie konserwatywnych i ultrakatolickich poglądach to nie przypadek, czy chwilowy trend. Nowa władza nie wyrosła z podziemi i nie stała w ukryciu tuż za rogiem, czyhając na dzień 27 października. Zaistniała sytuacja, nie jest też wynikiem odwetu wyborców na dotychczasowych rządach Platformy, która bądź co bądź ze swoim 24% poparciem, nie odniosła sromotnej porażki. W niewielkim stopniu do zwycięstwa PISu przyczyniła się polityka rządzących, pełna ignorancja i brak silnego lidera. Umówmy się, że po ośmiu latach każda władza może okazać się męcząca i każda musi przełknąć gorycz sytuacji, w której odesłana zostaje do opozycji.

Wyjątkowo niepokojący jest natomiast coraz odważniejszy radykalizm. Sytuacja, w której parlament pozbawiony zostaje lewicy, nie jest normalna. Nie tęsknie za skamieniałymi, postkomunistycznymi liderami SLD z Millerem na czele, ale bardzo brakuje mi młodej, obiecującej myśli lewicowej chociażby w postaci partii Razem. Zwyczajnie martwi mnie brak choćby minimalnej, zdrowej dla każdej demokracji – równowagi.

Przez najbliższe cztery lata możemy na dobre zapomnieć o jakimkolwiek kierowaniu się logiką czy dobrem wspólnym obywateli. Nadrzędną wartością dla ówcześnie rządzących jest postawa katolicka i bezpardonowe obnoszenie się z religijnymi fascynacjami.

Publiczne deklarowanie swoich religijnych poglądów – politykowi będącemu przedstawicielem całego Narodu nie przystoi, ale to jeszcze można przełknąć. Nie ma za to żadnego usprawiedliwienia dla przenoszenia owych poglądów i fascynacji na decyzje polityczne i wykonawcze mające wpływ na życie wszystkich obywateli. Bo czym innym są skrajnie krytyczne słowa komentujące ustawę o in vitro, wypowiedziane podczas kampanii przez Stanisława Karczewskiego (ówczesnego szefa sztabu wyborczego PIS) jeśli nie zapowiedzią tego typu retoryki w przyszłości?

Zdrowy rozsądek został zdeptany w dniu wyborów, a jego miejsce zajęły sztandary eksponujące jedynie słuszną myśl zgodną z religijną moralnością.

Załóżmy hipotetycznie, że do sejmu wchodzi Zjednoczona Lewica z poparciem na poziomie 8-10% – z dobrze znanej nam retoryki od lat bardziej centro-lewicowej niż stricte lewicowej, nieustannych kłótni i napięć których nie wytrzymał nawet Ryszard Kalisz, nie wynika absolutnie nic konstruktywnego. Zaorali się sami i to na własne życzenie. Zupełnie inaczej jednak wyglądałaby scena polityczna gdyby sejmowe fotele zasilili młodzi i ideowi ludzie z Razem. Wreszcie pojawiłaby się myśl czysto socjalna i pomysły – skierowane do mniej zamożnych – o znacznie poważniejszym potencjale autentyczności, niż obietnice Beaty Szydło. Obie te sytuacje mogłyby jednak odebrać PISowi większość i zachować choćby namiastkę polityki zrównoważonej, wypełnionej sensownym dyskursem.

Brak lewicy w VIII kadencji Sejmu to w mojej ocenie koniec dotychczas znanych, podzielonych formacji będących spuścizną SLD, które z całą pewnością już się nie zjednoczą, ale to także ryzyko tego że nowo formująca się lewicowa formacja Razem nie przetrwa w podziemiu przez cztery najbliższe lata. Kilka miesięcy kampanii i kreowanie mocnego wizerunku opartego o „efekt Zandberga”, nie poparte jednak doświadczeniem i sprawdzonymi w praktyce strukturami, może okazać się niewystarczające.

Dominacja skrajności może więc przybrać na sile jeszcze bardziej, co jeśli po czterech latach, po wypalony elektorat PIS sięgnie jeszcze bardziej radykalne ugrupowanie. Przyzwolenie na śmielszą aktywność ruchów nacjonalistycznych rozbudzi żądania, spowoduje przyzwolenie na indoktrynację młodych ludzi, bo przecież nie ma nic złego w obronie patriotów i narodowców. Szkoda tylko, że w ustach wielu polityków i publicystów te terminy znaczą coś zupełnie innego niż dwie czy trzy dekady temu.

Silne i solidarne społeczeństwo to hasła które niósł w kampanii prezydenckiej Andrzej Duda, na nich opierał swoją retorykę, szkoda tylko że ich wiarygodność oscyluje gdzieś na poziomie nadmuchanych obietnic wyborczych ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Solidarność i równość – owszem, ale pod warunkiem że nie masz skłonności do krytycznego myślenia, cechujesz się umiarkowaną empatią i niewielkim zaufaniem do innych ludzi, a co najważniejsze hermetyczna i zhierarchizowana struktura Państwa odpowiada ci najbardziej.
Władza daje przykład i kreuje postawy, nie wolno o tym zapominać. Rozsądna lewicująca retoryka, może nie być w stanie przebić się przy kolejnych wyborach, bo debata publiczna na dobre nasiąknie głównym, skrajnie prawicowym kursem.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...